*Elena
Wchodząc do szkoły z wielkim bananem na twarzy usłyszałam ten miły głos, ale wcale nie był zwrócony do mnie wręcz przeciwnie do jakiejś dziewczyny. Kiedy moja przyjaciółka szła w moją stronę ja szybko ruszyłam w przeciwną. Dylan podszedł do dziewczyny z wielkim znakiem zapytania w oczach.
- Malia? - Powiedział, a dziewczyna spojrzała się na niego i szybko wymierzyła mu cios w twarz, a Dylan upadł na podłogę i wyjęczał kilka dziwnych słów. Dziewczyna przeszła koło mnie, a jej wzrok wbity był we mnie przez jakąś chwilę.
Podeszłam do Dylana, a chłopak już stał na noga. Był przerażony. Ja sama nie wiedziałam co dokładnie się stało. Nie chciałam wyciągać pochopnych wniosków. Więc zapytałam łagodnie.
- Kim ona była?
- Poznaliśmy ją kilka dni temu. - Za pleców usłyszałam głos. Tak to był Tyler.
- Możesz jaśniej? Od tak nie bije się chłopaka. - Rzuciłam przewracając oczami.
- Kochana ona nic dla mnie nie znaczy. - Rzucił po chwili Dylan.
- Ale może dla niej coś ty znaczysz. - Chłopak pocałował mnie w czoło i w tej chwili zadzwonił dzwonek na lekcje. Kiedy chciałam iść z chłopakiem na lekcje jakaś dłoń nie pozwoliła mi na to. To była Caroline. Blond włosa dziewczyna, która wszystko na około wie.
- Mamy dwóch nowych nauczycieli, a teraz mamy z jednym z nich lekcje. Widziałaś ich? Boże co za ciacha. - Dziewczyna kręciła sobie wokół palca kosmyk włosów.
- Caroline Forbes uważaj, bo się zakochasz. - Uśmiechnęłam się, a ona zrobiła to samo i razem poszłyśmy na lekcje.
Lekcja już dawno się zaczęła, a my spóźnione wchodzimy jakby nigdy nic. Mężczyzna zmierzył nas od góry do doły chyba z pięć razy w tym krótkim czasie.
- Może magiczne słówko? - Rzucił nauczyciel.
- Przepraszam. - Caroline prychnęła w tym samym czasie i usiadła do ławki. Ja zrobiłam to samo.
- Magiczne słowo zostajecie po lekcji. - Rzucił kredę na stół. - Nazywam się John Pierce. Będę waszym nauczycielem Języka Polskiego. To, że macie ze mną pierwszą lekcję nie znaczy, że nie będę dziś pytał. Zapraszam do odpowiedzi.
Spojrzał na dziennik, a następnie na całą klasę. Poczułam się dziwnie. Nauczyciel miał już jakąś ofiarę losu. Trzymał nas w niepewności, a mój chłopak patrzał się w szybę jakby był w domu. Niczym się nie przejmował. Boże chciałabym tak.
- Może Dylan.
- Dla pana Dylan O'Brien. - Chłopak dalej patrzał się w okno.
- Tsa i co jeszcze. Zapraszam panią Elenę Gilbert.
Cholera dlaczego ja!
* Dylan.
Patrzałem się w szybę na której było pełno kropli wody. Patrzałem która szybciej spadnie. Jedno mnie zastanawiało. Dlaczego Malia uderzyła właśnie mnie. Przecież chciałem jej pomóc. Chyba nigdy nie zrozumiem dziewczyn, a z moich myśli wyrwał mnie nowy nauczyciel. Każda z dziewczyn zaczęła na niego patrzeć tymi maślanymi oczkami, a on dla mnie jest zwykłym dupkiem. Pierwsza lekcja, a on już pyta chyba go posrało. Spojrzałem się na niego jeszcze raz, a on co robi? Patrzy się na Elenę jak na przekąskę. Nie chwila. Teraz zrobił wielkie oczy. Dlaczego on właśnie spytał Elenę o jej ojca?
- Mój tata dawno nie żyje, a dlaczego się pan wypytuje. - Spytała.
- Nie nic tak. Przyjdziesz do mnie na chwilę po lekcjach?
- Dobrze. - usiadła na krzesło.
- Co to było do cholery? - Spytałem.
- A skąd ja mam wiedzieć.
*Elena
Kiedy miałam zamiar iść do domu nauczyciel zawołał mnie do siebie. Zapomniałam, przecież miałam zostać na chwilę. Dylan spojrzał się na mnie. Chyba był zazdrosny. Weszłam do klasy i usiadłam do ławki. Nauczyciel nie wiedział jak ma zacząć.
- Proszę mówić w prost. - Rzuciłam kładąc ręce na ławkę i patrząc się w jego dziwny wyraz twarzy.
- Jak mówiłaś twój tata nie żyje tak? A mama?
- Może pan jaśniej? Co pana w ogóle to obchodzi.
- Obchodzi Eleno. Twoja mama i twój tata tak naprawdę nie byli twoimi prawdziwymi rodzicami.
- Słucham?
- Twoja mama miała na imię Katherine, a twój prawdziwy ojciec stoi właśnie w tej klasie. - Podszedł bliżej.
- Nie dość tego! Jakaś kompletna brednia. A jeśli to prawda to czemu nie odzywałeś się! - Wstałam z krzesła i podeszłam bliżej.
- Nie wiedziałem, że twoja mama urodziła. Nie miałem o tym pojęcia.
- Ta wy nigdy nie wiecie! Mężczyźnie zawsze najłatwiej zwalić winę na kobietę! Mam to w D.
Do klasy wszedł nauczyciel.
- Wszystko w porządku.
- Nie nie jest w porządku! - Zwróciłam się do nauczyciela, który niby jest moim ojcem! - Jesteś nikim! Zostaw mnie w spokoju!
- Elena! - Krzyknął nauczyciel. Zanim zdążyłam wybiec z szkoły usłyszeć te słowa.
- Mógł pan powiedzieć to w inny sposób.
Czyli to wszystko to jednak prawda!
niedziela, 22 listopada 2015
sobota, 14 listopada 2015
Jesteś cudowny
*Dylan
Przez ostatnie kilka dni Elena nie odzywała się do mnie, a ja mijałem ją nawet na nią nie patrząc. Byliśmy dla siebie obcy. Moje zachowanie było skandaliczne, ale po co mam podchodzić do najważniejszej mi osoby skoro wiem co mi odpowie. Nie będzie chciała mnie znać!
Wszedłem do szpitalnego pokoju. W jednym z nich był mój tata. Miał wypadek, więc teraz moim obowiązkiem było pilnować go. Pomagać mu. Mój ojciec był policjantem przeważnie każdy mówił, że mogę robić co tylko mi żywnie się podoba, bo mój ojciec zawsze wstawi się za mną. To nigdy nie miało miejsca. Zawsze były jakieś konsekwencje, ale po mimo częstych kłótni o nic nie mogliśmy przestać się do siebie odzywać. Byliśmy jak prawdziwi przyjaciele.
- Cześć. - Położyłem torbę z owocami na szafce i stałem przed nim jak żandarm. Mój ojciec siedział na łóżku z załamaną miną. Pewnie zastanawiał się skąd weżnie pieniądze. Ostatnio nie starcza nam na wszystko. - Może zabrzmi to dosyć głupio i nie najlepszy czas na to, ale wiem o tych wszystkich rachunkach.
- Grzebałeś w moich papierach?
- Zawszę to robię, a szczególnie teraz kiedy coś ukrywasz. - Zacząłem gryźć swoimi zębami paznokcie.
- Nie musisz o wszystkim wiedzieć. - Rzucił ojciec jeszcze spokojnie, ale wiedziałem, że zaraz wybuchnie
- Musze wiedzieć o wszystkim, bo jak inaczej mam dbać o ciebie? - Spytałem, a moje oczy lekko się zeszkliły.
-Nie powinieneś dba o mnie! Ja jestem ojcem, a ty synem! Łapiesz? Ojciec. Syn. - Rzucił oschle, a ja usiadłem na fotelu.
- Powinniśmy dbać o siebie nawzajem. - Rzuciłem po chwili, a mój ojciec spojrzał się na mnie.
- Wszystko się ułoży. - Chciał mnie pocieszyć, ale jakoś mu się to nie udało.
*Elena
Sprzątałam dzisiaj cały dom, aby zapomnieć o wszystkim, a szczególnie o Dylanie. Kiedy się za coś biorę nie odpuszczam. Sprzątać to ja nienawidzę, ale akurat dziś sprawia mi przyjemność. Wkładałam właśnie butelki szampana do skrzynki gdy rozległ się dzwonek. Ruszyłam w stronę drzwi.
- Czego? - Rzuciłam najmocniej jak tylko mogłam.
- Chciałem pogadać. Wiem zachowałem się jak dupek.
- Zachowałeś? To powiedz mi kiedy nie zachowałeś się jak dupek. Dylan złamałeś mi serce. Pękło na cztery kawałki i zaczęło krwawić. Na moich pięknych polikach zlewały się łzy. Strumieniem, a teraz przychodzisz tutaj i nie wiadomo co chcesz!
- Chciałem abyś mi wybaczyła.
- Wybaczyła? Bóg cię chyba opuścił! Zejdź mi z drogi! - Rzuciłam zamykając drzwi przed nosem i wracając do mojej pracy.
Złapałam swój telefon i wyświetlił mi się Tyler. Skąd on w ogóle miał mój numer.
Tyler: " Wiesz gdzie jest Dylan muszę z nim pogadać''
Po chwili...
Lydia:" Nie bądź na niego zła. On się zmienił! Porozmawiaj z nim''
Cholera! Muszą być tak upierdliwi? Kim ja jestem ciotka Teresa czy co! Eh...
*Dylan
Stałem jeszcze kilka minut przed drzwiami domu Eleny. Sam nie wiedziałem co ja jeszcze tam robię. Przecież nie chce mnie znać nie byłem odpowiedni dla niej, ale cholera ona była dla mnie stworzona. Usiadłem na schodach i patrzałem w niebo. Ktoś otworzył drzwi i usiadł koło mnie.
- Trzymaj. - Rzuciła Elena. Podała mi trunek, a ja wziąłem łyk.
- Lubię patrzeć na księżyc. - Powiedziałem po chwili. Elena zapatrzyła się w księżyc, a po chwili dodała.
- Jest taki piękny. Można do niego cokolwiek powiedzieć i cię zrozumie. Czemu niektórzy chcą pokazać w sobie najgorsze zło, a nie dobro? - Spojrzała na mnie i wbiła wzrok w szklankę.
- Może dlatego, że chcą kogoś odepchnąć od siebie.
- Zrazić? - Spytała, a ja przytaknąłem. - Nienawidzę cię za ostatni wieczór, ale nie mogę tak po prostu zapomnieć, że masz coś takiego w sobie. Wspaniałego? Po prostu nie mogę.
- Ja też. Nie będę starał cie przekonać, abyś mi wybaczyła w końcu będziesz wiedzieć czy mi wybaczyłaś. To zależy od ciebie. Jestem popieprzony! Masz rację, ale też w środku siedzi Dylan którego nikt nie zna! - Powiedziałem z czystego serca i tak jakby zrobiło mi się lżej. Elena wypuściła głośno powietrze z swoich płuc. - Przyszedłem tutaj, aby pogadać z kimś. Może nie z kimś, ale z tobą. Z Eleną Gilbert. Najlepszą słuchaczką w całym NY. Mój ojciec trafił do szpitala, a my mamy kryzys. Znaczy nie mamy pieniędzy. Nie starcza nam na wszystko. Dlatego raz w miesiącu biorę udział w wyścigach. Dostaje szmal i mogę pożyć jak wolny człowiek. Mój ojciec jest najlepszym szeryfem pod słońcem, a ojcem perfekcyjnym. Często się kłócimy tak jak dziś, ale i tak dalej go kocham! Wiesz do czego dążę. - Patrzałem teraz w oczy Eleny. Siedziała taka zamyślona i nawet zeszkliły jej się oczy.
- Tak. Wiesz, że jesteś cudowny! Mogę? - Spytała kładąc głowę na moim ramieniu, a ja na jej głowie.
Wygląda na to, że jest pierwszą osobą której powiedziałem dokładnie wszystko w kilka minut. Został nam jeszcze długi wieczór.
Przez ostatnie kilka dni Elena nie odzywała się do mnie, a ja mijałem ją nawet na nią nie patrząc. Byliśmy dla siebie obcy. Moje zachowanie było skandaliczne, ale po co mam podchodzić do najważniejszej mi osoby skoro wiem co mi odpowie. Nie będzie chciała mnie znać!
Wszedłem do szpitalnego pokoju. W jednym z nich był mój tata. Miał wypadek, więc teraz moim obowiązkiem było pilnować go. Pomagać mu. Mój ojciec był policjantem przeważnie każdy mówił, że mogę robić co tylko mi żywnie się podoba, bo mój ojciec zawsze wstawi się za mną. To nigdy nie miało miejsca. Zawsze były jakieś konsekwencje, ale po mimo częstych kłótni o nic nie mogliśmy przestać się do siebie odzywać. Byliśmy jak prawdziwi przyjaciele.
- Cześć. - Położyłem torbę z owocami na szafce i stałem przed nim jak żandarm. Mój ojciec siedział na łóżku z załamaną miną. Pewnie zastanawiał się skąd weżnie pieniądze. Ostatnio nie starcza nam na wszystko. - Może zabrzmi to dosyć głupio i nie najlepszy czas na to, ale wiem o tych wszystkich rachunkach.
- Grzebałeś w moich papierach?
- Zawszę to robię, a szczególnie teraz kiedy coś ukrywasz. - Zacząłem gryźć swoimi zębami paznokcie.
- Nie musisz o wszystkim wiedzieć. - Rzucił ojciec jeszcze spokojnie, ale wiedziałem, że zaraz wybuchnie
- Musze wiedzieć o wszystkim, bo jak inaczej mam dbać o ciebie? - Spytałem, a moje oczy lekko się zeszkliły.
-Nie powinieneś dba o mnie! Ja jestem ojcem, a ty synem! Łapiesz? Ojciec. Syn. - Rzucił oschle, a ja usiadłem na fotelu.
- Powinniśmy dbać o siebie nawzajem. - Rzuciłem po chwili, a mój ojciec spojrzał się na mnie.
- Wszystko się ułoży. - Chciał mnie pocieszyć, ale jakoś mu się to nie udało.
*Elena
Sprzątałam dzisiaj cały dom, aby zapomnieć o wszystkim, a szczególnie o Dylanie. Kiedy się za coś biorę nie odpuszczam. Sprzątać to ja nienawidzę, ale akurat dziś sprawia mi przyjemność. Wkładałam właśnie butelki szampana do skrzynki gdy rozległ się dzwonek. Ruszyłam w stronę drzwi.
- Czego? - Rzuciłam najmocniej jak tylko mogłam.
- Chciałem pogadać. Wiem zachowałem się jak dupek.
- Zachowałeś? To powiedz mi kiedy nie zachowałeś się jak dupek. Dylan złamałeś mi serce. Pękło na cztery kawałki i zaczęło krwawić. Na moich pięknych polikach zlewały się łzy. Strumieniem, a teraz przychodzisz tutaj i nie wiadomo co chcesz!
- Chciałem abyś mi wybaczyła.
- Wybaczyła? Bóg cię chyba opuścił! Zejdź mi z drogi! - Rzuciłam zamykając drzwi przed nosem i wracając do mojej pracy.
Złapałam swój telefon i wyświetlił mi się Tyler. Skąd on w ogóle miał mój numer.
Tyler: " Wiesz gdzie jest Dylan muszę z nim pogadać''
Po chwili...
Lydia:" Nie bądź na niego zła. On się zmienił! Porozmawiaj z nim''
Cholera! Muszą być tak upierdliwi? Kim ja jestem ciotka Teresa czy co! Eh...
*Dylan
Stałem jeszcze kilka minut przed drzwiami domu Eleny. Sam nie wiedziałem co ja jeszcze tam robię. Przecież nie chce mnie znać nie byłem odpowiedni dla niej, ale cholera ona była dla mnie stworzona. Usiadłem na schodach i patrzałem w niebo. Ktoś otworzył drzwi i usiadł koło mnie.
- Trzymaj. - Rzuciła Elena. Podała mi trunek, a ja wziąłem łyk.
- Lubię patrzeć na księżyc. - Powiedziałem po chwili. Elena zapatrzyła się w księżyc, a po chwili dodała.
- Jest taki piękny. Można do niego cokolwiek powiedzieć i cię zrozumie. Czemu niektórzy chcą pokazać w sobie najgorsze zło, a nie dobro? - Spojrzała na mnie i wbiła wzrok w szklankę.
- Może dlatego, że chcą kogoś odepchnąć od siebie.
- Zrazić? - Spytała, a ja przytaknąłem. - Nienawidzę cię za ostatni wieczór, ale nie mogę tak po prostu zapomnieć, że masz coś takiego w sobie. Wspaniałego? Po prostu nie mogę.
- Ja też. Nie będę starał cie przekonać, abyś mi wybaczyła w końcu będziesz wiedzieć czy mi wybaczyłaś. To zależy od ciebie. Jestem popieprzony! Masz rację, ale też w środku siedzi Dylan którego nikt nie zna! - Powiedziałem z czystego serca i tak jakby zrobiło mi się lżej. Elena wypuściła głośno powietrze z swoich płuc. - Przyszedłem tutaj, aby pogadać z kimś. Może nie z kimś, ale z tobą. Z Eleną Gilbert. Najlepszą słuchaczką w całym NY. Mój ojciec trafił do szpitala, a my mamy kryzys. Znaczy nie mamy pieniędzy. Nie starcza nam na wszystko. Dlatego raz w miesiącu biorę udział w wyścigach. Dostaje szmal i mogę pożyć jak wolny człowiek. Mój ojciec jest najlepszym szeryfem pod słońcem, a ojcem perfekcyjnym. Często się kłócimy tak jak dziś, ale i tak dalej go kocham! Wiesz do czego dążę. - Patrzałem teraz w oczy Eleny. Siedziała taka zamyślona i nawet zeszkliły jej się oczy.
- Tak. Wiesz, że jesteś cudowny! Mogę? - Spytała kładąc głowę na moim ramieniu, a ja na jej głowie.
Wygląda na to, że jest pierwszą osobą której powiedziałem dokładnie wszystko w kilka minut. Został nam jeszcze długi wieczór.
piątek, 13 listopada 2015
Wyścig
*Dylan.
Może powiedziałem trzy słowa za dużo, ale żałować nie będę. Urodziłem się opryskliwy i zarazem miły dla kogoś dobrego, lecz kiedy przychodzi jeden dzień w miesiącu jestem nie obliczalny. Jestem kimś innym. Liczy się dla mnie wygrana, a jeżeli kryje się gdzieś śmierć to jestem na to gotowy.
- Już jestem. - Rzuciłem wychodząc z samochodu. Podchodząc do moich kumpli. Nie można było ich nazwać przyjaciółmi to tylko ludzie na moment.
- Siema! Ale wyczyściłeś swój samochód. Jestem ciekawy czy znów wygrasz, a może tym razem Ian wygra. - Uśmiechnął się, a ja przewróciłem oczami opierając się o swoje auto.
Do wyścigu zostało jeszcze pół godziny.
*Elena
Siedziałam w pokoju jedząc gofry z bitą śmietaną. Po chwili w moje okno ktoś zaczął rzucać Kamyszkami. Wstałam i otworzyłam okno. Na dworze koło swojego samochodu stał mój kuzyn. Włosy miał postawione na żel i był ubrany nieco inaczej. Odświętniej. Ciekawe gdzie się wybiera. Ledwie co przyjechał, a już chodzi na imprezy.
- Hej. Ubierz coś i zabieram cię.
- Gdzie? - Syknęłam patrząc na zegarek. 18: 45. Posrało go czy co!
- Nie pytaj ubierz się ładnie i wbijaj.
Czy on musi się zachowywać jak drugi Dylan! Nie no mogę powiedzieć, że się zmienił, a po dzisiejszej akcji kiedy warknął na mnie nie za bardzo miałam ochotę z kimkolwiek gadać. Wracając do mojego kuzyna może jednak i z nim pojadę. I tak nie będę miała co robić tylko użalać się na sobą, a skoro już dostałam od mamy sukienkę, która kosztowała strasznie dużo kasy nie będę jej chować w głąb garderoby. Mam nadzieje, że nie zamarznę!
Po chwili siedziałam już w samochodzie. Cioci naście-miałam jak to zwykle robiłam. Po mimo, że mam 18 lat ona nie spuszcza mnie z oka. Za każdym razem czuję się obserwowana. Nie znoszę takiego zachowania. Siedziałam w skórzanym fotelu, a mój kuzyn cały czas przyśpieszał. Po ostrych zakrętach myślałam, że się zrzygam. Na szczęście mogę zapanować nad moimi odruchami. Kai zaśmiał się po chwili i zatrzymał się na ulicy. Było tak dużo ludzi, że nawet nie mogłam wyjść z samochodu. Ludzie krzyczeli, a Kai wyszedł zadowolony i zagadał do swoich kolegów. Swoją drogą z kąt on poznał tyle ludzi w ciągu dwóch dni? No tak impreza. Kiedy udało mi się wyjść z samochodu Kaia już nigdzie nie było. Zniknął. Zostawił mnie samą na szczęście umiałam się sobą zaopiekować. Ludzie byli tu natrętni i za każdym razem słyszałam obelgi na mój temat. Ubrałam się trochę jak dziwka gdybym wiedziała ubrałabym dresy, albo chociaż leginsy. Dziewczyny chodziły tutaj na samych strojach kąpielowych, a przecież wiało tutaj jak na u raju! Zrobiłam kolejne dwa kroki i usłyszałam znajomy głos. Był tak strasznie znajomy, ale przez to całe zamieszanie nie mogłam zobaczyć kto stoi opierając się o samochód. Cholera to był Dylan! Podeszłam bliżej.
- Niezłe auto. Jak się nie mylę bugatti veyron - Rzuciłam biorąc od chłopaka plastikowy kubek z napojem.
- Tak. - Dylan był zaskoczony tym, że tutaj się znalazłam.
- Za niedługo zaczyna się wyścig. Może potowarzyszysz Dylanowi? - Rzucił do mnie jakiś mężczyzna w blond włosach.
- Nie ona poczeka tutaj. - Rzucił szybko chłopak.
- Hej piękna! Jeśli nie chcesz Dylan jej wziąć to ja chętnie! - Ian rzucił wychodząc z samochodu.
- Od kiedy jesteś moją matką! Oczywiście, że jadę z tobą! - Co ja właśnie powiedziałam? Przecież nienawidzę szybkiej jazdy,a co dopiero więcej niż 200 km na godzinę.
"Start" Wszystkie samochody ruszyły, a ja wbiłam się w fotel i zamknęłam oczy na krótką chwilę. Dylan był wpatrzony tylko w przednią szybę. Nie zwracał na mnie uwagi, a ja niekiedy spoglądałam na niego. Mijaliśmy zakręty i byliśmy drudzy. W końcu znaleźliśmy się na moście, który był w pół przerwany. W pewnym momencie się kończył, a zaczynał się kilka metrów stąd. Czy on właśnie chce wpaść w przepaść?
- Dylan. Stój! - Rzuciłam szybko i chciałam złapać za kierownicę, a w tym momencie Dylan odepchnął mnie z dużo siłą.
- Sama się na to pisałaś! - Rzucił ostro.
W moich oczach napłynęły łzy. Miałam ochotę jak najszybciej wyjść z tego samochodu, ale niestety nie mogłam. Znaleźliśmy się w końcu nad przepaścią, a ja zamknęłam oczy. Na moich policzkach spływały gorzkie łzy. Po chwili poczułam jak hamuje samochód i momentalnie otworzyłam oczy. Dylan wygrał!
- Dzięki kochana! Byłaś moją motywacją. - Rzucił chcąc pocałować mnie w policzek, a ja przywaliłam mu z pięści w twarz. Chłopak spojrzał na mnie, a ja wybiegłam z samochodu.
Ruszyłam w stronę mojego kuzyna. Spojrzał się na mnie i wiedział, że chce wracać już do domu. Przez całą drogę nie odzywaliśmy się. Kiedy byłam już w domu zamknęłam bardzo głośno za sobą drzwi. Kai wszedł do pokoju, a ja schowałam twarz w poduszkę.
- Idź sobie!
Usłyszałam zamykające się drzwi i usiadłam na łóżku przeczesując włosy szczotką. Na mojej twarzy był sam tusz. Ruszyłam w stronę łazienki i wzięłam ciepły prysznic. Po chwili byłam już w pokoju ubrana w koszulkę i spodenki. Zerknęłam na telefon i zobaczyłam Sms
Lydia: ''Gdzie byłaś? Martwię się. Odpisz! ''
Do Lydii: '' Jestem w domu. Spotkajmy się jutro. Przepraszam idę spać.''
Rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.
*Dylan
Siedziałem już w swoim pokoju. Myślałem o moim zachowaniu. Zraniłem najlepszą dziewczynę na świecie, a jednak nie czuje się z tym źle. Może dlatego, że ona traktuje mnie niekiedy jak zero? Nie wiem. Raz jestem potulny jak kotek, a raz strasznym dupkiem. Może i Elena ma rację. Jestem dupkiem który nigdy się nie zmieni.
Może powiedziałem trzy słowa za dużo, ale żałować nie będę. Urodziłem się opryskliwy i zarazem miły dla kogoś dobrego, lecz kiedy przychodzi jeden dzień w miesiącu jestem nie obliczalny. Jestem kimś innym. Liczy się dla mnie wygrana, a jeżeli kryje się gdzieś śmierć to jestem na to gotowy.
- Już jestem. - Rzuciłem wychodząc z samochodu. Podchodząc do moich kumpli. Nie można było ich nazwać przyjaciółmi to tylko ludzie na moment.
- Siema! Ale wyczyściłeś swój samochód. Jestem ciekawy czy znów wygrasz, a może tym razem Ian wygra. - Uśmiechnął się, a ja przewróciłem oczami opierając się o swoje auto.
Do wyścigu zostało jeszcze pół godziny.
*Elena
Siedziałam w pokoju jedząc gofry z bitą śmietaną. Po chwili w moje okno ktoś zaczął rzucać Kamyszkami. Wstałam i otworzyłam okno. Na dworze koło swojego samochodu stał mój kuzyn. Włosy miał postawione na żel i był ubrany nieco inaczej. Odświętniej. Ciekawe gdzie się wybiera. Ledwie co przyjechał, a już chodzi na imprezy.
- Hej. Ubierz coś i zabieram cię.
- Gdzie? - Syknęłam patrząc na zegarek. 18: 45. Posrało go czy co!
- Nie pytaj ubierz się ładnie i wbijaj.
Czy on musi się zachowywać jak drugi Dylan! Nie no mogę powiedzieć, że się zmienił, a po dzisiejszej akcji kiedy warknął na mnie nie za bardzo miałam ochotę z kimkolwiek gadać. Wracając do mojego kuzyna może jednak i z nim pojadę. I tak nie będę miała co robić tylko użalać się na sobą, a skoro już dostałam od mamy sukienkę, która kosztowała strasznie dużo kasy nie będę jej chować w głąb garderoby. Mam nadzieje, że nie zamarznę!
Po chwili siedziałam już w samochodzie. Cioci naście-miałam jak to zwykle robiłam. Po mimo, że mam 18 lat ona nie spuszcza mnie z oka. Za każdym razem czuję się obserwowana. Nie znoszę takiego zachowania. Siedziałam w skórzanym fotelu, a mój kuzyn cały czas przyśpieszał. Po ostrych zakrętach myślałam, że się zrzygam. Na szczęście mogę zapanować nad moimi odruchami. Kai zaśmiał się po chwili i zatrzymał się na ulicy. Było tak dużo ludzi, że nawet nie mogłam wyjść z samochodu. Ludzie krzyczeli, a Kai wyszedł zadowolony i zagadał do swoich kolegów. Swoją drogą z kąt on poznał tyle ludzi w ciągu dwóch dni? No tak impreza. Kiedy udało mi się wyjść z samochodu Kaia już nigdzie nie było. Zniknął. Zostawił mnie samą na szczęście umiałam się sobą zaopiekować. Ludzie byli tu natrętni i za każdym razem słyszałam obelgi na mój temat. Ubrałam się trochę jak dziwka gdybym wiedziała ubrałabym dresy, albo chociaż leginsy. Dziewczyny chodziły tutaj na samych strojach kąpielowych, a przecież wiało tutaj jak na u raju! Zrobiłam kolejne dwa kroki i usłyszałam znajomy głos. Był tak strasznie znajomy, ale przez to całe zamieszanie nie mogłam zobaczyć kto stoi opierając się o samochód. Cholera to był Dylan! Podeszłam bliżej.
- Niezłe auto. Jak się nie mylę bugatti veyron - Rzuciłam biorąc od chłopaka plastikowy kubek z napojem.
- Tak. - Dylan był zaskoczony tym, że tutaj się znalazłam.
- Za niedługo zaczyna się wyścig. Może potowarzyszysz Dylanowi? - Rzucił do mnie jakiś mężczyzna w blond włosach.
- Nie ona poczeka tutaj. - Rzucił szybko chłopak.
- Hej piękna! Jeśli nie chcesz Dylan jej wziąć to ja chętnie! - Ian rzucił wychodząc z samochodu.
- Od kiedy jesteś moją matką! Oczywiście, że jadę z tobą! - Co ja właśnie powiedziałam? Przecież nienawidzę szybkiej jazdy,a co dopiero więcej niż 200 km na godzinę.
"Start" Wszystkie samochody ruszyły, a ja wbiłam się w fotel i zamknęłam oczy na krótką chwilę. Dylan był wpatrzony tylko w przednią szybę. Nie zwracał na mnie uwagi, a ja niekiedy spoglądałam na niego. Mijaliśmy zakręty i byliśmy drudzy. W końcu znaleźliśmy się na moście, który był w pół przerwany. W pewnym momencie się kończył, a zaczynał się kilka metrów stąd. Czy on właśnie chce wpaść w przepaść?
- Dylan. Stój! - Rzuciłam szybko i chciałam złapać za kierownicę, a w tym momencie Dylan odepchnął mnie z dużo siłą.
- Sama się na to pisałaś! - Rzucił ostro.
W moich oczach napłynęły łzy. Miałam ochotę jak najszybciej wyjść z tego samochodu, ale niestety nie mogłam. Znaleźliśmy się w końcu nad przepaścią, a ja zamknęłam oczy. Na moich policzkach spływały gorzkie łzy. Po chwili poczułam jak hamuje samochód i momentalnie otworzyłam oczy. Dylan wygrał!
- Dzięki kochana! Byłaś moją motywacją. - Rzucił chcąc pocałować mnie w policzek, a ja przywaliłam mu z pięści w twarz. Chłopak spojrzał na mnie, a ja wybiegłam z samochodu.
Ruszyłam w stronę mojego kuzyna. Spojrzał się na mnie i wiedział, że chce wracać już do domu. Przez całą drogę nie odzywaliśmy się. Kiedy byłam już w domu zamknęłam bardzo głośno za sobą drzwi. Kai wszedł do pokoju, a ja schowałam twarz w poduszkę.
- Idź sobie!
Usłyszałam zamykające się drzwi i usiadłam na łóżku przeczesując włosy szczotką. Na mojej twarzy był sam tusz. Ruszyłam w stronę łazienki i wzięłam ciepły prysznic. Po chwili byłam już w pokoju ubrana w koszulkę i spodenki. Zerknęłam na telefon i zobaczyłam Sms
Lydia: ''Gdzie byłaś? Martwię się. Odpisz! ''
Do Lydii: '' Jestem w domu. Spotkajmy się jutro. Przepraszam idę spać.''
Rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.
*Dylan
Siedziałem już w swoim pokoju. Myślałem o moim zachowaniu. Zraniłem najlepszą dziewczynę na świecie, a jednak nie czuje się z tym źle. Może dlatego, że ona traktuje mnie niekiedy jak zero? Nie wiem. Raz jestem potulny jak kotek, a raz strasznym dupkiem. Może i Elena ma rację. Jestem dupkiem który nigdy się nie zmieni.
środa, 11 listopada 2015
Sms...
*Dylan.
Mamy małą sprawę. Mieliśmy się już dawno zapytać, ale jakoś tak wyszło. Mój kumpel nie mógł już wytrzymać z śmiechu, a ja grałem jak prawdziwy aktor. Elena stała wpatrzona w nas i przestraszona sprawą.
- Trzymaj. - Dałem jej karton zapakowany w papier i zawinięty w kokardkę. Kiedy otworzyła pudełko sunęło jej się z rąk i wylądowało na podłodze.
- Oszaleliście! - Rzuciła. Pocierała ręce. W ciąż nie mogła się otrząść. Były tak ucięte dłonie wyglądały tak prawdziwie, że na sam widok ich prawie spadłbym na zawał. Taki tam prezent od Tylera. Miałem niezły pomysł aby dać go Elenie.
- Niezłą miałaś minę! - Rzucił Tyler.
Elena podeszła do łóżka rzucając nas poduszką. No i zaczęło się ''Bitwa na poduszki!'' Nawet nie wiem kiedy zasnęliśmy.
*Elena.
- Skarbie nie idziesz dziś na lekcje? - Spytała Malia wchodząc do mojego pokoju. Zobaczyła leżącego na podłodze Dylana z palcem w ustach i Tylera leżącego na fotelu chrapiąc dość głośno. Kiedy chciałam coś powiedzieć Tyler i Dylan się obudzili.
- Już wstaję! - Odpowiedziałam idąc do łazienki. Wzięłam prysznic następnie wysuszyłam włosy i się umalowałam. Weszłam do garderoby wyciągając z niej leginsy, białą tunikę, dżinsową kurtkę i buty Vansy. Przeczesałam raz jeszcze włosy szczotką weszłam do pokoju, a chłopaków już nie było. Wzięłam torbę i kanapki które leżały w kuchni i ruszyłam w stronę szkoły.
Może jest to i dziwne, że w sobotę idzie się do szkoły, ale mamy tylko dwie lekcje i to jeszcze tak luźne, że jednak warto iść. Pierwsza lekcja jest z najlepszym na świecie nauczycielem chyba każda szkoła chciałaby go mieć! Jest taki super może i ma swoje humory, ale jego śmiech powala na kolana. Od razu chce się żyć!
*Dylan.
Siedziałem już w klasie na przeciwko mnie Tyler. Byłem tak zmęczony po wczorajszej imprezie, że miałem zamiar wrócić do domu, ale wytrzymam jakoś. Nauczyciel wszedł do klasy, a nawet nie zauważyłem jak Elena zajęła swoje miejsce. Kiedy się rozglądałem Tyler podał mi zeszyt z Fizyki, a ja schowałem go do torby. Nauczyciel zadał pytanie, a każdy chował głowę, aby go nie spytał jedyna osoba zaczęła się zgłaszać. Zdziwiło mnie to, że tą osoba jest mój przyjaciel, rzadko kiedy zgłaszaliśmy się do czegokolwiek, a szczególnie do odpowiedzi.
- Tak Mccall możesz iść do łazienki. - Powiedział po chwili nauczyciel.
- Ale ja znam odpowiedź. - Powiedział Tyler, a nauczyciel wpadł w swój komiczny śmiech. Wszyscy patrzeli się jak wryci, ja sam nie dowierzałem, że on zna odpowiedź. Odpowiedział na pytanie, a nauczyciel zrobił wielkie oczy.
- Kim jesteś! - Rzucił nauczyciel. - Co się stało z dawnym Mccallem? Może jednak nie odpowiadaj podobasz mi się taki! No dobra tak dla relaksu ma ktoś złotówkę?
Spytał, a ja się ruszyłem wyjmując z pośpiechu złotówkę, ale nim zdążyłem coś wypadło mi z kieszeni. O nie! Całkiem o tym zapomniałem. Prezerwatywa znajdowała się w moich spodniach od wczoraj. Cholera jaka wtopa.
- No no. Gratulacje Dylan. - Nauczyciel podniósł prezerwatywę wręczając mi ją z powrotem, a Elena zaczęła się głośno śmiać tak samo zrobiła reszta klasy. Będą mieli ze mnie ubaw.
- Dobra wracajmy do lekcji. Ostatnie pytanie chce ktoś iść do sekretariatu po kredę?
Uderzałem w ławkę i ruszyłem w stronę drzwi.
*Elena.
Stałam opierając się o ścianę. Czekałam aż przyjdzie Dylan miał pożyczyć mi książkę. Kręciłam sobie loka gdy przede mną pojawił się on. Te genialnie oczy i włosy! Jak go rodzice robili?
- To co idziemy? - Spytał ruszając brwiami, a ja kiwnęłam głową i ruszyliśmy.
Droga była dość krótka zdziwiło mnie to, że Dylan mieszka tak blisko mnie. Nawet mógł podglądać mnie przez okno. Mam nadzieję, że tego nie robi! Weszliśmy do domu i podbiegł jego kudłaty pies. Był słodki, ale za bardzo się rzucał. Czułam się nie komfortowo.
- Ja tylko po książkę. Przypominam ci. - Rzuciłam.
- Tak. Chodź. - Ruszyłam za nim, a pies wyminął nas i czekał już w pokoju chłopaka. Jak w każdym pokoju mężczyzny ubrania na podłodze, laptop na łóżku książki i kartki na dywanie, a na biurku znajdowały się chipsy. Czekałam, aż w tym syfie znajdzie cokolwiek Dylan, a szczególnie tą książkę. Usiadłam na łóżku i założyłam nogę na nogę. Niestety jego pies zaczął dziwnie wchodzić na moje nogi. Próbowałam go odciągnąć, ale on na nie wskakiwał czułam się niekomfortowo.
- Nie chce być nie miła, ale jak już tutaj muszę czekać to możesz zabrać swojego kundla? - Spytałam łagodnie.
- A to czemu? - Rzucił nie odrywając oczy od sterty książek.
- Twój pies jest jakiś nie wyżyty. - Rzuciłam, a chłopak spojrzał się na moje nogi i parsknął śmiechem.
- No nigdy tak nie reagował na ludzi których zapraszałem, a szczególnie na dziewczyny. - Danny właśnie trzymał mocno moje nogę i nie puszczał. - Czy on czasem cie nie gwałci?
- Pies gwałciciel super! - Rzuciłam. - To nie jest śmieszne!
- Wiem, ale nie mogę się powstrzymać. Chyba mój pies wie co dobre. Tylko, że on przeszedł od razu do sedna. - Uśmiechnął się i wpadł w szał.
- Super, a teraz go weź stąd!
- Już! Danny! - Wziął psa na korytarz i zamknął drzwi.
* Dylan.
To było bardzo zabawne zobaczyć Elenę w takie sytuacji z moim psem. Widać mój pies jednak ją bardzo polubił swoją drogą nie wiem co mu odwaliło. Dziewczyna siedziała na łóżku, a po chwili dałem jej książkę. Ucieszyła się i rzuciła swój niebiański uśmiech.
- Skoro już tu jesteś to może pouczymy się.
- Skoro już mi dałeś książkę to bardzo miło z twojej strony, ale nie za dużo sobie wymyślasz? - Rzuciła podnosząc się z łóżka udając się w stronę wyjścia. Już myślałem, że mam ją już tylko dla siebie, a jednak nie jest taka łatwa.
- Czyli to wszystko nic nie znaczyło? - Rzuciłem.
- Brawo szerloku! Myślałeś, że jestem taka łatwa?
- Nie! - Złapałem ją rzucając na łóżku i łapiąc jej dłonie. Kiedy zbliżyłem swoją twarz ku jej zaśmiałem się głośno. Wstałem i chwyciłem za dzwoniący od minuty telefon.
- Już idę. - Rzuciłem. - Musisz już iść! - Warknąłem.
Kiedy Elena wyszła dostałem sms. '' O 19:00 w tym samym miejscu co zawsze. Czekamy'' -M.
Mamy małą sprawę. Mieliśmy się już dawno zapytać, ale jakoś tak wyszło. Mój kumpel nie mógł już wytrzymać z śmiechu, a ja grałem jak prawdziwy aktor. Elena stała wpatrzona w nas i przestraszona sprawą.
- Trzymaj. - Dałem jej karton zapakowany w papier i zawinięty w kokardkę. Kiedy otworzyła pudełko sunęło jej się z rąk i wylądowało na podłodze.
- Oszaleliście! - Rzuciła. Pocierała ręce. W ciąż nie mogła się otrząść. Były tak ucięte dłonie wyglądały tak prawdziwie, że na sam widok ich prawie spadłbym na zawał. Taki tam prezent od Tylera. Miałem niezły pomysł aby dać go Elenie.
- Niezłą miałaś minę! - Rzucił Tyler.
Elena podeszła do łóżka rzucając nas poduszką. No i zaczęło się ''Bitwa na poduszki!'' Nawet nie wiem kiedy zasnęliśmy.
*Elena.
- Skarbie nie idziesz dziś na lekcje? - Spytała Malia wchodząc do mojego pokoju. Zobaczyła leżącego na podłodze Dylana z palcem w ustach i Tylera leżącego na fotelu chrapiąc dość głośno. Kiedy chciałam coś powiedzieć Tyler i Dylan się obudzili.
- Już wstaję! - Odpowiedziałam idąc do łazienki. Wzięłam prysznic następnie wysuszyłam włosy i się umalowałam. Weszłam do garderoby wyciągając z niej leginsy, białą tunikę, dżinsową kurtkę i buty Vansy. Przeczesałam raz jeszcze włosy szczotką weszłam do pokoju, a chłopaków już nie było. Wzięłam torbę i kanapki które leżały w kuchni i ruszyłam w stronę szkoły.
Może jest to i dziwne, że w sobotę idzie się do szkoły, ale mamy tylko dwie lekcje i to jeszcze tak luźne, że jednak warto iść. Pierwsza lekcja jest z najlepszym na świecie nauczycielem chyba każda szkoła chciałaby go mieć! Jest taki super może i ma swoje humory, ale jego śmiech powala na kolana. Od razu chce się żyć!
*Dylan.
Siedziałem już w klasie na przeciwko mnie Tyler. Byłem tak zmęczony po wczorajszej imprezie, że miałem zamiar wrócić do domu, ale wytrzymam jakoś. Nauczyciel wszedł do klasy, a nawet nie zauważyłem jak Elena zajęła swoje miejsce. Kiedy się rozglądałem Tyler podał mi zeszyt z Fizyki, a ja schowałem go do torby. Nauczyciel zadał pytanie, a każdy chował głowę, aby go nie spytał jedyna osoba zaczęła się zgłaszać. Zdziwiło mnie to, że tą osoba jest mój przyjaciel, rzadko kiedy zgłaszaliśmy się do czegokolwiek, a szczególnie do odpowiedzi.
- Tak Mccall możesz iść do łazienki. - Powiedział po chwili nauczyciel.
- Ale ja znam odpowiedź. - Powiedział Tyler, a nauczyciel wpadł w swój komiczny śmiech. Wszyscy patrzeli się jak wryci, ja sam nie dowierzałem, że on zna odpowiedź. Odpowiedział na pytanie, a nauczyciel zrobił wielkie oczy.
- Kim jesteś! - Rzucił nauczyciel. - Co się stało z dawnym Mccallem? Może jednak nie odpowiadaj podobasz mi się taki! No dobra tak dla relaksu ma ktoś złotówkę?
Spytał, a ja się ruszyłem wyjmując z pośpiechu złotówkę, ale nim zdążyłem coś wypadło mi z kieszeni. O nie! Całkiem o tym zapomniałem. Prezerwatywa znajdowała się w moich spodniach od wczoraj. Cholera jaka wtopa.
- No no. Gratulacje Dylan. - Nauczyciel podniósł prezerwatywę wręczając mi ją z powrotem, a Elena zaczęła się głośno śmiać tak samo zrobiła reszta klasy. Będą mieli ze mnie ubaw.
- Dobra wracajmy do lekcji. Ostatnie pytanie chce ktoś iść do sekretariatu po kredę?
Uderzałem w ławkę i ruszyłem w stronę drzwi.
*Elena.
Stałam opierając się o ścianę. Czekałam aż przyjdzie Dylan miał pożyczyć mi książkę. Kręciłam sobie loka gdy przede mną pojawił się on. Te genialnie oczy i włosy! Jak go rodzice robili?
- To co idziemy? - Spytał ruszając brwiami, a ja kiwnęłam głową i ruszyliśmy.
Droga była dość krótka zdziwiło mnie to, że Dylan mieszka tak blisko mnie. Nawet mógł podglądać mnie przez okno. Mam nadzieję, że tego nie robi! Weszliśmy do domu i podbiegł jego kudłaty pies. Był słodki, ale za bardzo się rzucał. Czułam się nie komfortowo.
- Ja tylko po książkę. Przypominam ci. - Rzuciłam.
- Tak. Chodź. - Ruszyłam za nim, a pies wyminął nas i czekał już w pokoju chłopaka. Jak w każdym pokoju mężczyzny ubrania na podłodze, laptop na łóżku książki i kartki na dywanie, a na biurku znajdowały się chipsy. Czekałam, aż w tym syfie znajdzie cokolwiek Dylan, a szczególnie tą książkę. Usiadłam na łóżku i założyłam nogę na nogę. Niestety jego pies zaczął dziwnie wchodzić na moje nogi. Próbowałam go odciągnąć, ale on na nie wskakiwał czułam się niekomfortowo.
- Nie chce być nie miła, ale jak już tutaj muszę czekać to możesz zabrać swojego kundla? - Spytałam łagodnie.
- A to czemu? - Rzucił nie odrywając oczy od sterty książek.
- Twój pies jest jakiś nie wyżyty. - Rzuciłam, a chłopak spojrzał się na moje nogi i parsknął śmiechem.
- No nigdy tak nie reagował na ludzi których zapraszałem, a szczególnie na dziewczyny. - Danny właśnie trzymał mocno moje nogę i nie puszczał. - Czy on czasem cie nie gwałci?
- Pies gwałciciel super! - Rzuciłam. - To nie jest śmieszne!
- Wiem, ale nie mogę się powstrzymać. Chyba mój pies wie co dobre. Tylko, że on przeszedł od razu do sedna. - Uśmiechnął się i wpadł w szał.
- Super, a teraz go weź stąd!
- Już! Danny! - Wziął psa na korytarz i zamknął drzwi.
* Dylan.
To było bardzo zabawne zobaczyć Elenę w takie sytuacji z moim psem. Widać mój pies jednak ją bardzo polubił swoją drogą nie wiem co mu odwaliło. Dziewczyna siedziała na łóżku, a po chwili dałem jej książkę. Ucieszyła się i rzuciła swój niebiański uśmiech.
- Skoro już tu jesteś to może pouczymy się.
- Skoro już mi dałeś książkę to bardzo miło z twojej strony, ale nie za dużo sobie wymyślasz? - Rzuciła podnosząc się z łóżka udając się w stronę wyjścia. Już myślałem, że mam ją już tylko dla siebie, a jednak nie jest taka łatwa.
- Czyli to wszystko nic nie znaczyło? - Rzuciłem.
- Brawo szerloku! Myślałeś, że jestem taka łatwa?
- Nie! - Złapałem ją rzucając na łóżku i łapiąc jej dłonie. Kiedy zbliżyłem swoją twarz ku jej zaśmiałem się głośno. Wstałem i chwyciłem za dzwoniący od minuty telefon.
- Już idę. - Rzuciłem. - Musisz już iść! - Warknąłem.
Kiedy Elena wyszła dostałem sms. '' O 19:00 w tym samym miejscu co zawsze. Czekamy'' -M.
niedziela, 8 listopada 2015
Impreza
*Elena
Piątek brzmi cudownie! Zaczął się weekend, a to znaczy, że mój kuzyn Kai ma ze mną zamieszkać i razem będziemy chodzić do tej samej szkoły. Niestety będzie musiał powtarzać klasę. Moja ciocia Malia przygotowała wszystko na imprezę, więc zostało mi tylko się ubrać i zaprosić ludzi z mojej szkoły. Nie cieszy mnie ten fakt, ale cóż czego się nie robi dla najcudowniejszego czarnowłosego kuzyna. Był dla mnie jak najlepszy przyjaciel w dawnej szkole ludzie myśleli, że my jesteśmy razem. Zachowywaliśmy się jak para. Jednak ma się w rodzinie jedną osobę, która cię wspiera. Po chwili z kołujących mnie myśli wyrwała mnie ciotka.
- Masz zamiar się spóźnić do szkoły? - Rzuciła spojrzenie na zegar, a ja podniosłam się szybko z krzesła biorąc ze sobą torbę i wybiegając z domu.
Biegłam chodnikiem. W końcu znalazłam się w szkole. Otworzyłam drzwi i zaczęłam dyszeć. Wydawało mi się, że wszyscy się na mnie patrzą. Okropne uczucie. Po chwili spojrzałam na prawą stronę. Stała moja grupka rówieśników, a w tym znienawidzony Dylan.
- Stanęło ci coś ? - Spytał uśmiechając się szyderczo. Spojrzałam na niego podnosząc jedną brew.
- Tak mógłbyś mi to wyjąć. - Otworzyłam mocno buzię, a po chwili zachichotałam. Przewróciłam oczami i stanęłam na środku holu.
- Halo! - Krzyknęłam. Wszyscy spojrzeli się na mnie przerywając rozmowę. - Zapraszam na domówkę dziś o 17:00 Mój kuzyn właśnie przyjeżdża i z tej okazji robię imprezę. Mile widziane prezenty. - Uśmiechnęłam się szeroko.
- Czy prezenty mogą być typu gumki? - Spytał usuwając się z pola widzenia Dylan.
Co za dupek!
* Dylan.
Siedziałem w klasie szukając wzrokiem mojego kolegi. W końcu wpadł jak poparzony. Siadając koło mnie i rzucając wzrok na nową dziewczynę, która siedziała z tyłu z głową położoną na ławce. Czy ona dobrze się czuje?! Odwróciłem wzrok spoglądając się na uśmiechającą się Elenę. Lydia wyraźnie ją rozśmieszała. Nadarzyła się okazja aby bliżej poznać dziewczynę. Dziś będzie moja!
- To jest Kira. - Syknął Tyler.
- Super. - Przekręciłem oczami i spojrzałem w stronę nauczyciela. Był tak podekscytowany lekcją, że nie zamierzałem mu przerywać. Nie prawdopodobne, a jednak.
- Idziesz na imprezę? Jasne, ze tak głupie pytanie. Nie zapomnij wziąć gumek.- Rzucił spojrzenie na Elenę.
- Nie martw się wiem o tym doskonale. Noszę je zawsze w portfelu jeśli chcesz jedną to mogę ci dać. - Rzuciłem wpadając w szał śmiechu, a wszyscy spojrzeli się na nas, a dziewczyna siedząca przed nami chyba słyszała rozmowę, bo zrobiła wielkie oczy.
* Elena.
Wszystko było już gotowe. Lydia zapraszała gości do środka, a ja ruszyłam w stronę łazienki. Napuściłam sobie pełno wody i zużyłam chyba cały żel, aby zrobić dużo piany. Kiedy weszłam do środka moja skóra zrobiła się cała czerwona, a ja wydałam z siebie cichy jęk. Było mi przyjemnie.
- Wyglądasz przepięknie. - Obudziłam się, a Dylan kucał przed wanną opierając się o kant.
- Co ty tutaj do .... - Zaczęłam nabierać piany w ręce aby przykryć miejsca intymne, ale było jej mniej niż kilka minut temu. Przepraszam woda była już letnia. Zasnęłam w wannie? Chyba naprawdę byłam wykończona. - Możesz łaskawie się odwrócić? - Syknęłam, a Dylan o dziwo mnie posłuchał. Wysuszyłam swoje ciało i ubrałam sukienkę z dekoltem i była dość krótka. Włosy rozrzuciłam na ramiona przeczesując ją szczotką.
- Wyglądasz pięknie. - Spojrzał się na mnie.
- Dziękuje, a teraz chodźmy. - Złapałam go lekko za ramię, a on złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie, a potem skierował w stronę ściany.
- Jeśli mnie pocałujesz. - Uśmiechnął się szyderczo, a ja odwróciłam twarz. Pocałował mnie w policzek, a swoje dłonie położył na moich pośladkach. Spojrzał na moje oczy, a ja przekręciłam twarz.
Ideał na męża! Zbyt głupi.
* Dylan.
Przybliżyłem się do niej i musnąłem ją w usta. Nie wyrywała się możliwe, że jej się to podobało, ale to było zbyt łatwe.
- Żartowałem. - Rzuciłem się w stronę drzwi, a w nich stał Tyler. - Co się dzieje stary?
- Muszę do kibla! - Rzucił,a Elena szybko wybiegła z łazienki potykając się o próg i wpadając na mnie. Leżeliśmy teraz na ziemi, a mój przyjaciel jęczał z bólu.
- Tak co za gnój. Dosypałam mu trochę proszków na przeczyszczenie. - Syknęła ruda dziewczyna. Rzuciliśmy na siebie spojrzenia i wybuchnęliśmy śmiechem.
* Elena
Byłam już na dole. Wypiłam kilka drinków, a mój kuzyn tańczył na stole z moją? Tak moją przyjaciółką Lydią. Lubi być w centrum świetnie pasowałby mu Dylan. Normalnie bracia! Wzięłam kolejny łyk alkoholu. Dylan został z przyjacielem na górze. Kiedy tylko sobie o nim pomyślę nie mogę przestać się śmiać. Co zrobię kiedy go zobaczę na własne oczy? Chyba się nie powstrzymam. Po chwili zaczyna mi się kręcić w głowie i zaczęłam zmierzać do swojego pokoju kiedy ktoś wylewa na mnie wino.
- Powaliło cię! - Rzuciłam. To była rudowłosa. Odwróciłam się i szłam do swojego pokoju. Nie było mi łatwo lewie dałam rade wejść po tych stromych schodach do własnego pokoju. Dylana nie było już na korytarzu, więc ruszyłam do siebie. Stali spoglądając przez okno. Tak to był Dylan i Tyler. Jakby inaczej. Obrócili się w moją stronę.
- Cześć piękna. Auć. - Syknął Dylan robiąc kwaśną minę.
- Co? - Spytałam.
- Dostałaś okres. - Rzucił. Jak to możliwe, przecież niedawno mi się skończył! Spojrzałam na sukienkę. Boże jak mnie wystraszył.
- Nie odróżniasz wina od okresu? Serio? Kup sobie okulary. - Rzuciłam.
- To przez ten alkohol. - Rzucił.
- Właściwie to co wy robicie w moim pokoju? - Spytałam.
- Musimy pogadać. - Rzucił Tyler.
Cholera!
sobota, 7 listopada 2015
Zabije cię tu i teraz
*Elena
Nauczycielka wypuściła nas szybciej z klasy, a ja zaraz podeszłam do Lydii. Mieliśmy teraz w-f więc wzięłam kurtkę i worek i ruszyliśmy na halę. Na dworze wiał silny wiatr, a moje włosy zasłaniały mi co chwile twarz. Lydia nie miała z tym żadnego problemu, bo spięła je sobie w koka. Weszłyśmy do środka w szatni było piętnaście dziewczyn z tego pięć nie ćwiczyło. Nie dziwię się mi też się nie chciało. Mam wielką nadzieje, że będzie coś ciekawego np. Koszykówka. Mój ulubiony sport.
- Wychodzimy! -Krzyknęła nauczycielka otwierając drzwi do szatni.
Wybiegłam z szatni trzymając w rękach buty. Słyszałam, że nie lubi jak ktoś się spóźnia na jej lekcje. Kiedy weszłam na salę nie mogłam w to uwierzyć. Mamy w-f razem z chłopakami? Nie no bez jaj. Ubrałam buty i włosy spięłam w kucyka. Poprawiłam spodenki. Na początku w-f była rozgrzewka cztery kółka, a potem ćwiczenia rozciągające. Stałam tak, aby nie oglądać twarzy Dylana. Jednak to było najgorsze co mogłam zrobić. Jak zwykle musiał coś skomentować.
- Ładny tyłek. - Zaśmiał się, a chłopacy zaczęli gwizdać. Nie daruje mu tego. Nie popuszczę mu. Przegina pałkę.
- Uważaj, bo ci majty pękną! - Syknęłam.
* Dylan
Wstałem z podłogi uśmiechając się w niebo głosy. Nie spodziewałem się, że dziewczyna mi coś odpowie. Chłopacy przybili mi piątkę. Zachowywałem się jak gimbus.
- Lecisz na nią czy ona na ciebie. - Spytał Tyler.
- Jeszcze trochę, a ona będzie błagać o pocałunek. - Uśmiechnąłem się puszczając oczko Elenie, a ona przewróciła oczami.
Oczywiście jestem pewny siebie, ale teraz Elena jest tutaj nowa trzeba jakoś ją rozruszać. Jestem pewien, że jeszcze trochę, a nie będzie mogła przestać o mnie myśleć. Każda jest mną zainteresowana. Zabijają się o mnie, a ona ma mnie w dupie? Tylko udaje. Znajdowaliśmy się teraz na środku sali. Spojrzałem w oczy dziewczyny i zrobiłem ten dziwny gest palcami, a ona skierowała swój palec na środek czoła. Czy ona uważa, że jestem głupi?
* Elena.
Czy on właśnie pokazał mi ten dziwny gest palcami? Co za dupek. Nauczycielka kazała nam stanąć w szeregu dobrała nas w pary. Mieliśmy przebiec jedno kółko na czas. Akurat w tym jestem bardzo dobra, ale zmartwił mnie fakt, że pani dobierała nas w pary chłopak, dziewczyna.
- Dylan ty pobiegniesz z Eleną. - Powiedziała nauczycielka.
- Co? - Otworzyłam szeroko oczy. Czy ona właśnie powiedziała Dylan i ja? Chyba jej coś odwaliło. Ona chyba mnie nie lubi, albo zrobiła to specjalnie.
Staliśmy wszyscy na dworze. Chłopacy się przeciągali i byli pewni siebie. Dziewczyny natomiast protestowały i mówiły, że jest zimno, a my musimy biegać. Mi było wszystko jedno, ale tylko nie bieg z Dylanem. Domyślałam się co ten cwaniak ma ochotę zrobić. Po chwili przyszła nasza kolej. Dylan uśmiechał się, a ja spojrzałam się na niego i odwróciłam twarz. Kiedy usłyszałam słowo ''Start'' pobiegłam. Wiedziałam, że będę zdychać po tym jednym kółku, ale czego się nie robi dla oceny celującej. Ja z Dylanem biegliśmy równo. Kiedy przyśpieszałam on przyśpieszył. Po chwili zwolnił. Czy właśnie dał za wygraną? Nie to nie możliwe.
- Ładny tyłeczek. - Krzyknął.
Zabije go. Niech tylko przybiegnie bliżej, a go pobije. Co za gnój. Wiedziałam, że to zrobi jest taki przewidywalny. Po chwili podbiegł bliżej. Uśmiechnął się i przyśpieszył.
- Zabije cię tu i teraz! - Syknęłam goniąc za nim.
Była już meta, a ja ruszyłam za nim. Chciałam mu tak przywalić wprost w jego śliczną buźkę. Był taki pewny siebie. Chłopacy się śmiali kiedy widzieli jak Dylan ucieka przede mną, a ja go gonie. Lidia wpadła w szał śmiechu, a nauczycielka powstrzymywała się.
- Uspokój się. Wiem, że chcesz mnie pocałować, ale tak przy wszystkich? - Złapał mnie za dłonie, a wszyscy skupili się na nas. Czy on właśnie powiedział, że gonie go tylko dlatego, że chce go pocałować.
- Słucham? Ja ciebie? Haha. A tak szczerze. To owszem chciałam. Teraz przy wszystkich! Przypadkiem nie uciekałeś pierwszy raz przed dziewczyną? No, no kto by się spodziewał. Dylan odmawia pocałunku! - Krzyknęłam i ruszyłam w stronę szatni.
* Dylan.
Gdyby ktoś mi powiedział, że dziewczyna jest tylko na raz to powiedziałbym tak, ale teraz sam już nie wiem. To one zawsze polują na zdobycz, a Elena jest wyjątkowa. Ma swój styl, nie zmienia się, zawsze jest sobą, ma swoje zdanie i umie dopiec innym. Niedługo okaże się że sama się obroni przed zboczeńcem. Czy właśnie ja tak się nie zachowuje? Za kilka dni jest impreza u mojego kolegi jestem ciekawy jak zareaguje jego siostra kiedy mnie zobaczy. Mina w stylu: ''Co ty tu robisz?'' Jeszcze się nad nią poznęcam.
- Będziesz ją brał na umywalce? - Spytał Tyler i zaśmiał się głośno.
Uśmiechnąłem się lekko i wyszedłem z szatni. Po chwili dostałem z drzwi. Tak to była Elena. Czy ona chce złamać mi nos. Miała taką słodką minę. Przestraszenie w oczach,a potem zlekceważenie całej sprawy.
- Do zobaczenia kotku. - Rzuciłem, a dziewczyna odwróciła się w moją stronę.
- Mrr. - Przybrała postać kotka i zaśmiała się głośno.
Widać, że ma poczucie humoru i też wstręt do ludzi takich jak ja, ale czy właśnie nie przyznała, że sobie ze mnie pogrywa? Jasne, że tak!
Nauczycielka wypuściła nas szybciej z klasy, a ja zaraz podeszłam do Lydii. Mieliśmy teraz w-f więc wzięłam kurtkę i worek i ruszyliśmy na halę. Na dworze wiał silny wiatr, a moje włosy zasłaniały mi co chwile twarz. Lydia nie miała z tym żadnego problemu, bo spięła je sobie w koka. Weszłyśmy do środka w szatni było piętnaście dziewczyn z tego pięć nie ćwiczyło. Nie dziwię się mi też się nie chciało. Mam wielką nadzieje, że będzie coś ciekawego np. Koszykówka. Mój ulubiony sport.
- Wychodzimy! -Krzyknęła nauczycielka otwierając drzwi do szatni.
Wybiegłam z szatni trzymając w rękach buty. Słyszałam, że nie lubi jak ktoś się spóźnia na jej lekcje. Kiedy weszłam na salę nie mogłam w to uwierzyć. Mamy w-f razem z chłopakami? Nie no bez jaj. Ubrałam buty i włosy spięłam w kucyka. Poprawiłam spodenki. Na początku w-f była rozgrzewka cztery kółka, a potem ćwiczenia rozciągające. Stałam tak, aby nie oglądać twarzy Dylana. Jednak to było najgorsze co mogłam zrobić. Jak zwykle musiał coś skomentować.
- Ładny tyłek. - Zaśmiał się, a chłopacy zaczęli gwizdać. Nie daruje mu tego. Nie popuszczę mu. Przegina pałkę.
- Uważaj, bo ci majty pękną! - Syknęłam.
* Dylan
Wstałem z podłogi uśmiechając się w niebo głosy. Nie spodziewałem się, że dziewczyna mi coś odpowie. Chłopacy przybili mi piątkę. Zachowywałem się jak gimbus.
- Lecisz na nią czy ona na ciebie. - Spytał Tyler.
- Jeszcze trochę, a ona będzie błagać o pocałunek. - Uśmiechnąłem się puszczając oczko Elenie, a ona przewróciła oczami.
Oczywiście jestem pewny siebie, ale teraz Elena jest tutaj nowa trzeba jakoś ją rozruszać. Jestem pewien, że jeszcze trochę, a nie będzie mogła przestać o mnie myśleć. Każda jest mną zainteresowana. Zabijają się o mnie, a ona ma mnie w dupie? Tylko udaje. Znajdowaliśmy się teraz na środku sali. Spojrzałem w oczy dziewczyny i zrobiłem ten dziwny gest palcami, a ona skierowała swój palec na środek czoła. Czy ona uważa, że jestem głupi?
* Elena.
Czy on właśnie pokazał mi ten dziwny gest palcami? Co za dupek. Nauczycielka kazała nam stanąć w szeregu dobrała nas w pary. Mieliśmy przebiec jedno kółko na czas. Akurat w tym jestem bardzo dobra, ale zmartwił mnie fakt, że pani dobierała nas w pary chłopak, dziewczyna.
- Dylan ty pobiegniesz z Eleną. - Powiedziała nauczycielka.
- Co? - Otworzyłam szeroko oczy. Czy ona właśnie powiedziała Dylan i ja? Chyba jej coś odwaliło. Ona chyba mnie nie lubi, albo zrobiła to specjalnie.
Staliśmy wszyscy na dworze. Chłopacy się przeciągali i byli pewni siebie. Dziewczyny natomiast protestowały i mówiły, że jest zimno, a my musimy biegać. Mi było wszystko jedno, ale tylko nie bieg z Dylanem. Domyślałam się co ten cwaniak ma ochotę zrobić. Po chwili przyszła nasza kolej. Dylan uśmiechał się, a ja spojrzałam się na niego i odwróciłam twarz. Kiedy usłyszałam słowo ''Start'' pobiegłam. Wiedziałam, że będę zdychać po tym jednym kółku, ale czego się nie robi dla oceny celującej. Ja z Dylanem biegliśmy równo. Kiedy przyśpieszałam on przyśpieszył. Po chwili zwolnił. Czy właśnie dał za wygraną? Nie to nie możliwe.
- Ładny tyłeczek. - Krzyknął.
Zabije go. Niech tylko przybiegnie bliżej, a go pobije. Co za gnój. Wiedziałam, że to zrobi jest taki przewidywalny. Po chwili podbiegł bliżej. Uśmiechnął się i przyśpieszył.
- Zabije cię tu i teraz! - Syknęłam goniąc za nim.
Była już meta, a ja ruszyłam za nim. Chciałam mu tak przywalić wprost w jego śliczną buźkę. Był taki pewny siebie. Chłopacy się śmiali kiedy widzieli jak Dylan ucieka przede mną, a ja go gonie. Lidia wpadła w szał śmiechu, a nauczycielka powstrzymywała się.
- Uspokój się. Wiem, że chcesz mnie pocałować, ale tak przy wszystkich? - Złapał mnie za dłonie, a wszyscy skupili się na nas. Czy on właśnie powiedział, że gonie go tylko dlatego, że chce go pocałować.
- Słucham? Ja ciebie? Haha. A tak szczerze. To owszem chciałam. Teraz przy wszystkich! Przypadkiem nie uciekałeś pierwszy raz przed dziewczyną? No, no kto by się spodziewał. Dylan odmawia pocałunku! - Krzyknęłam i ruszyłam w stronę szatni.
* Dylan.
Gdyby ktoś mi powiedział, że dziewczyna jest tylko na raz to powiedziałbym tak, ale teraz sam już nie wiem. To one zawsze polują na zdobycz, a Elena jest wyjątkowa. Ma swój styl, nie zmienia się, zawsze jest sobą, ma swoje zdanie i umie dopiec innym. Niedługo okaże się że sama się obroni przed zboczeńcem. Czy właśnie ja tak się nie zachowuje? Za kilka dni jest impreza u mojego kolegi jestem ciekawy jak zareaguje jego siostra kiedy mnie zobaczy. Mina w stylu: ''Co ty tu robisz?'' Jeszcze się nad nią poznęcam.
- Będziesz ją brał na umywalce? - Spytał Tyler i zaśmiał się głośno.
Uśmiechnąłem się lekko i wyszedłem z szatni. Po chwili dostałem z drzwi. Tak to była Elena. Czy ona chce złamać mi nos. Miała taką słodką minę. Przestraszenie w oczach,a potem zlekceważenie całej sprawy.
- Do zobaczenia kotku. - Rzuciłem, a dziewczyna odwróciła się w moją stronę.
- Mrr. - Przybrała postać kotka i zaśmiała się głośno.
Widać, że ma poczucie humoru i też wstręt do ludzi takich jak ja, ale czy właśnie nie przyznała, że sobie ze mnie pogrywa? Jasne, że tak!
piątek, 6 listopada 2015
Prolog
*Dylan
Kochany Pamiętniku!
Spotkałem piękna dziewczynę. Stała w grupie moich rówieśników. Kiedy wszedłem z moją siostrą do szkoły jak zwykle spojrzenia padły na mnie, a dziewczyna oderwała się z transu i spojrzała się na mnie. Czemu nie mogłem jej rozgryźć zawsze każdą szło rozgryźć w minutę. Po chwili podszedłem dając sztamę z każdym z mojej paczki, a ona stała trzymając ręce na klatce piersiowej. Kiedy tylko się przedstawiłem i podałem dłoń spojrzała na mnie i burknęła coś pod nosem. Znów miała mnie totalnie gdzieś. Jedyna dziewczyna, która mnie ma totalnie gdzieś? Nie możliwe pomyślałem. Doszło po chwili do małej sprzeczki takiej pozytywnej, a ona wystawiła mnie z kwitkiem. Znikając gdzieś. Miałem za nią iść to przecież wbrew mojej woli. To one zawsze biegły za mną. Spojrzałem na zegarek za 3 min miał być dzwonek powędrowałem na drugi hol, a w nim stała Elena i Lydia opierając się o grzejnik. Kolejne pytanie w mojej głowie. Czemu dziewczyny zawsze grzeją sobie dupę? Nigdy ich nie zrozumiem, ale byłem z siebie dumny, bo dziewczyny rozmawiały o mnie. Podszedłem uśmiechając się do Eleny i rzuciłem jej tekst, a ona miała już przygotowany tekst na moje zaloty. Zostawiając je poszedłem pod klasę. Długi jęzor wcale nie przyszedł na lekcję. Przecież chodziła z nami do klasy, a może to był jej plan wejść z gracją do klasy. Po chwili otworzyły się drzwi, a Elena weszła z gracją robiąc jeden wielki krok i wymawiając z swojej słodkiej buźki ''Przepraszam za spóźnienie'' Syknęła. Byłem zachwycony, że właśnie ona musiała usiąść koło mnie, a ja wpatrzony w jej twarz nie przestawałem przegryzać ust. ''Była taka słodka i niewinna''.
*Elena
Szkoła to był mój najgorszy wybór dzisiejszego dnia. Jednak mój brat miał racje. Głupia ja! Znów muszę użerać się z nauczycielami, a co dziwnego to nie było najgorsze w tej szkole. Najgorsze było w tej szkole to, że chodziłam do klasy z totalnym dupkiem i zarazem lalusiem. Pierwsze słowo które naszło mi na myśl Słodki gej. Niestety kiedy tylko odezwał się, postanowiłam dowalać mu na każdym kroku. Jego spojrzenie paraliżowało mnie, ale nie mogłam znieść jego sposobu bycia. Może i był cholernie przystojny, ale za grosz szacunku do kobiet. Traktował je jak laski na raz. Ponieważ byłam sobą nie udając kogoś innego mogłam dogryzać innym, a jemu to z czysta przyjemność. Czy właśnie znalazłam sobie osobę, którą mogę załatwić jednym słowem? ''Tak'' powiedziałam w myślach. Kiedy zaczęła się pierwsza lekcja spóźniłam się na nią. Zawsze tak robiłam, aby uniknąć pytania. Niestety w tym przypadku to była najgorsza rzecz, którą zrobiłam, bo musiałam wysłuchiwać pretensji nauczycielki i na dodatek kazała mi usiąść koło najgorszego typa wszech czasów.
Kochany Pamiętniku!
Spotkałem piękna dziewczynę. Stała w grupie moich rówieśników. Kiedy wszedłem z moją siostrą do szkoły jak zwykle spojrzenia padły na mnie, a dziewczyna oderwała się z transu i spojrzała się na mnie. Czemu nie mogłem jej rozgryźć zawsze każdą szło rozgryźć w minutę. Po chwili podszedłem dając sztamę z każdym z mojej paczki, a ona stała trzymając ręce na klatce piersiowej. Kiedy tylko się przedstawiłem i podałem dłoń spojrzała na mnie i burknęła coś pod nosem. Znów miała mnie totalnie gdzieś. Jedyna dziewczyna, która mnie ma totalnie gdzieś? Nie możliwe pomyślałem. Doszło po chwili do małej sprzeczki takiej pozytywnej, a ona wystawiła mnie z kwitkiem. Znikając gdzieś. Miałem za nią iść to przecież wbrew mojej woli. To one zawsze biegły za mną. Spojrzałem na zegarek za 3 min miał być dzwonek powędrowałem na drugi hol, a w nim stała Elena i Lydia opierając się o grzejnik. Kolejne pytanie w mojej głowie. Czemu dziewczyny zawsze grzeją sobie dupę? Nigdy ich nie zrozumiem, ale byłem z siebie dumny, bo dziewczyny rozmawiały o mnie. Podszedłem uśmiechając się do Eleny i rzuciłem jej tekst, a ona miała już przygotowany tekst na moje zaloty. Zostawiając je poszedłem pod klasę. Długi jęzor wcale nie przyszedł na lekcję. Przecież chodziła z nami do klasy, a może to był jej plan wejść z gracją do klasy. Po chwili otworzyły się drzwi, a Elena weszła z gracją robiąc jeden wielki krok i wymawiając z swojej słodkiej buźki ''Przepraszam za spóźnienie'' Syknęła. Byłem zachwycony, że właśnie ona musiała usiąść koło mnie, a ja wpatrzony w jej twarz nie przestawałem przegryzać ust. ''Była taka słodka i niewinna''.
*Elena
Szkoła to był mój najgorszy wybór dzisiejszego dnia. Jednak mój brat miał racje. Głupia ja! Znów muszę użerać się z nauczycielami, a co dziwnego to nie było najgorsze w tej szkole. Najgorsze było w tej szkole to, że chodziłam do klasy z totalnym dupkiem i zarazem lalusiem. Pierwsze słowo które naszło mi na myśl Słodki gej. Niestety kiedy tylko odezwał się, postanowiłam dowalać mu na każdym kroku. Jego spojrzenie paraliżowało mnie, ale nie mogłam znieść jego sposobu bycia. Może i był cholernie przystojny, ale za grosz szacunku do kobiet. Traktował je jak laski na raz. Ponieważ byłam sobą nie udając kogoś innego mogłam dogryzać innym, a jemu to z czysta przyjemność. Czy właśnie znalazłam sobie osobę, którą mogę załatwić jednym słowem? ''Tak'' powiedziałam w myślach. Kiedy zaczęła się pierwsza lekcja spóźniłam się na nią. Zawsze tak robiłam, aby uniknąć pytania. Niestety w tym przypadku to była najgorsza rzecz, którą zrobiłam, bo musiałam wysłuchiwać pretensji nauczycielki i na dodatek kazała mi usiąść koło najgorszego typa wszech czasów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















