sobota, 14 listopada 2015

Jesteś cudowny

*Dylan

Przez ostatnie kilka dni Elena nie odzywała się do mnie, a ja mijałem ją nawet na nią nie patrząc. Byliśmy dla siebie obcy. Moje zachowanie było skandaliczne, ale po co mam podchodzić do najważniejszej mi osoby skoro wiem co mi odpowie. Nie będzie chciała mnie znać!
Wszedłem do szpitalnego pokoju. W jednym z nich był mój tata. Miał wypadek, więc teraz moim obowiązkiem było pilnować go. Pomagać mu. Mój ojciec był policjantem przeważnie każdy mówił, że mogę robić co tylko mi żywnie się podoba, bo mój ojciec zawsze wstawi się za mną. To nigdy nie miało miejsca. Zawsze były jakieś konsekwencje, ale po mimo częstych kłótni o nic nie mogliśmy przestać się do siebie odzywać. Byliśmy jak prawdziwi przyjaciele.
- Cześć. - Położyłem torbę z owocami na szafce i stałem przed nim jak żandarm. Mój ojciec siedział na łóżku z załamaną miną. Pewnie zastanawiał się skąd weżnie pieniądze. Ostatnio nie starcza nam na wszystko. - Może zabrzmi to dosyć głupio i nie najlepszy czas na to, ale wiem o tych wszystkich rachunkach.
- Grzebałeś w moich papierach?
- Zawszę to robię, a szczególnie teraz kiedy coś ukrywasz. - Zacząłem gryźć swoimi zębami paznokcie.
- Nie musisz o wszystkim wiedzieć. - Rzucił ojciec jeszcze spokojnie, ale wiedziałem, że zaraz wybuchnie
- Musze wiedzieć o wszystkim, bo jak inaczej mam dbać o ciebie? - Spytałem, a moje oczy lekko się zeszkliły.
-Nie powinieneś dba o mnie! Ja jestem ojcem, a ty synem! Łapiesz? Ojciec. Syn. - Rzucił oschle, a ja usiadłem na fotelu.
- Powinniśmy dbać o siebie nawzajem. - Rzuciłem po chwili, a mój ojciec spojrzał się na mnie.
- Wszystko się ułoży. - Chciał mnie pocieszyć, ale jakoś mu się to nie udało.

*Elena


Sprzątałam dzisiaj cały dom, aby zapomnieć o wszystkim, a szczególnie o Dylanie. Kiedy się za coś biorę nie odpuszczam. Sprzątać to ja nienawidzę, ale akurat dziś sprawia mi przyjemność. Wkładałam właśnie butelki szampana do skrzynki gdy rozległ się dzwonek. Ruszyłam w stronę drzwi.
- Czego? - Rzuciłam najmocniej jak tylko mogłam.
- Chciałem pogadać. Wiem zachowałem się jak dupek.
- Zachowałeś? To powiedz mi kiedy nie zachowałeś się jak dupek. Dylan złamałeś mi serce. Pękło na cztery kawałki i zaczęło krwawić. Na moich pięknych polikach zlewały się łzy. Strumieniem, a teraz  przychodzisz tutaj i nie wiadomo co chcesz!
- Chciałem abyś mi wybaczyła.
- Wybaczyła? Bóg cię chyba opuścił! Zejdź mi z drogi! - Rzuciłam zamykając drzwi przed nosem i wracając do mojej pracy.
Złapałam swój telefon i wyświetlił mi się Tyler. Skąd on w ogóle miał mój numer.
Tyler: " Wiesz gdzie jest Dylan muszę z nim pogadać''
Po chwili...
Lydia:" Nie bądź na niego zła. On się zmienił! Porozmawiaj z nim''
Cholera! Muszą być tak upierdliwi? Kim ja jestem ciotka Teresa czy co! Eh...

*Dylan

Stałem jeszcze kilka minut przed drzwiami domu Eleny. Sam nie wiedziałem co ja jeszcze tam robię. Przecież nie chce mnie znać nie byłem odpowiedni dla niej, ale cholera ona była dla mnie stworzona. Usiadłem na schodach i patrzałem w niebo. Ktoś otworzył drzwi i usiadł koło mnie.
- Trzymaj. - Rzuciła Elena. Podała mi trunek, a ja wziąłem łyk.
- Lubię patrzeć na księżyc. - Powiedziałem po chwili. Elena zapatrzyła się w księżyc, a po chwili dodała.
- Jest taki piękny. Można do niego cokolwiek powiedzieć i cię zrozumie. Czemu niektórzy chcą pokazać w sobie najgorsze zło, a nie dobro? - Spojrzała na mnie i wbiła wzrok w szklankę.
- Może dlatego, że chcą kogoś odepchnąć od siebie.
- Zrazić? - Spytała, a ja przytaknąłem. - Nienawidzę cię za ostatni wieczór, ale nie mogę tak po prostu zapomnieć, że masz coś takiego w sobie. Wspaniałego? Po prostu nie mogę.
- Ja też. Nie będę starał cie przekonać, abyś mi wybaczyła w końcu będziesz wiedzieć czy mi wybaczyłaś. To zależy od ciebie. Jestem popieprzony! Masz rację, ale też w środku siedzi Dylan którego nikt nie zna! - Powiedziałem z czystego serca i tak jakby zrobiło mi się lżej. Elena wypuściła głośno powietrze z swoich płuc. - Przyszedłem tutaj, aby pogadać z kimś. Może nie z kimś, ale z tobą. Z Eleną Gilbert. Najlepszą słuchaczką w całym NY. Mój ojciec trafił do szpitala, a my mamy kryzys. Znaczy nie mamy pieniędzy. Nie starcza nam na wszystko. Dlatego raz w miesiącu biorę udział w wyścigach. Dostaje szmal i mogę pożyć jak wolny człowiek. Mój ojciec jest najlepszym szeryfem pod słońcem, a ojcem perfekcyjnym. Często się kłócimy tak jak dziś, ale i tak dalej go kocham! Wiesz do czego dążę. - Patrzałem teraz w oczy Eleny. Siedziała taka zamyślona i nawet zeszkliły jej się oczy.
- Tak. Wiesz, że jesteś cudowny! Mogę? - Spytała kładąc głowę na moim ramieniu, a ja na jej głowie.
Wygląda na to, że jest pierwszą osobą której powiedziałem dokładnie wszystko w kilka minut. Został nam jeszcze długi wieczór.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz