*Dylan.
Może powiedziałem trzy słowa za dużo, ale żałować nie będę. Urodziłem się opryskliwy i zarazem miły dla kogoś dobrego, lecz kiedy przychodzi jeden dzień w miesiącu jestem nie obliczalny. Jestem kimś innym. Liczy się dla mnie wygrana, a jeżeli kryje się gdzieś śmierć to jestem na to gotowy.
- Już jestem. - Rzuciłem wychodząc z samochodu. Podchodząc do moich kumpli. Nie można było ich nazwać przyjaciółmi to tylko ludzie na moment.
- Siema! Ale wyczyściłeś swój samochód. Jestem ciekawy czy znów wygrasz, a może tym razem Ian wygra. - Uśmiechnął się, a ja przewróciłem oczami opierając się o swoje auto.
Do wyścigu zostało jeszcze pół godziny.
*Elena
Siedziałam w pokoju jedząc gofry z bitą śmietaną. Po chwili w moje okno ktoś zaczął rzucać Kamyszkami. Wstałam i otworzyłam okno. Na dworze koło swojego samochodu stał mój kuzyn. Włosy miał postawione na żel i był ubrany nieco inaczej. Odświętniej. Ciekawe gdzie się wybiera. Ledwie co przyjechał, a już chodzi na imprezy.
- Hej. Ubierz coś i zabieram cię.
- Gdzie? - Syknęłam patrząc na zegarek. 18: 45. Posrało go czy co!
- Nie pytaj ubierz się ładnie i wbijaj.
Czy on musi się zachowywać jak drugi Dylan! Nie no mogę powiedzieć, że się zmienił, a po dzisiejszej akcji kiedy warknął na mnie nie za bardzo miałam ochotę z kimkolwiek gadać. Wracając do mojego kuzyna może jednak i z nim pojadę. I tak nie będę miała co robić tylko użalać się na sobą, a skoro już dostałam od mamy sukienkę, która kosztowała strasznie dużo kasy nie będę jej chować w głąb garderoby. Mam nadzieje, że nie zamarznę!
Po chwili siedziałam już w samochodzie. Cioci naście-miałam jak to zwykle robiłam. Po mimo, że mam 18 lat ona nie spuszcza mnie z oka. Za każdym razem czuję się obserwowana. Nie znoszę takiego zachowania. Siedziałam w skórzanym fotelu, a mój kuzyn cały czas przyśpieszał. Po ostrych zakrętach myślałam, że się zrzygam. Na szczęście mogę zapanować nad moimi odruchami. Kai zaśmiał się po chwili i zatrzymał się na ulicy. Było tak dużo ludzi, że nawet nie mogłam wyjść z samochodu. Ludzie krzyczeli, a Kai wyszedł zadowolony i zagadał do swoich kolegów. Swoją drogą z kąt on poznał tyle ludzi w ciągu dwóch dni? No tak impreza. Kiedy udało mi się wyjść z samochodu Kaia już nigdzie nie było. Zniknął. Zostawił mnie samą na szczęście umiałam się sobą zaopiekować. Ludzie byli tu natrętni i za każdym razem słyszałam obelgi na mój temat. Ubrałam się trochę jak dziwka gdybym wiedziała ubrałabym dresy, albo chociaż leginsy. Dziewczyny chodziły tutaj na samych strojach kąpielowych, a przecież wiało tutaj jak na u raju! Zrobiłam kolejne dwa kroki i usłyszałam znajomy głos. Był tak strasznie znajomy, ale przez to całe zamieszanie nie mogłam zobaczyć kto stoi opierając się o samochód. Cholera to był Dylan! Podeszłam bliżej.
- Niezłe auto. Jak się nie mylę bugatti veyron - Rzuciłam biorąc od chłopaka plastikowy kubek z napojem.
- Tak. - Dylan był zaskoczony tym, że tutaj się znalazłam.
- Za niedługo zaczyna się wyścig. Może potowarzyszysz Dylanowi? - Rzucił do mnie jakiś mężczyzna w blond włosach.
- Nie ona poczeka tutaj. - Rzucił szybko chłopak.
- Hej piękna! Jeśli nie chcesz Dylan jej wziąć to ja chętnie! - Ian rzucił wychodząc z samochodu.
- Od kiedy jesteś moją matką! Oczywiście, że jadę z tobą! - Co ja właśnie powiedziałam? Przecież nienawidzę szybkiej jazdy,a co dopiero więcej niż 200 km na godzinę.
"Start" Wszystkie samochody ruszyły, a ja wbiłam się w fotel i zamknęłam oczy na krótką chwilę. Dylan był wpatrzony tylko w przednią szybę. Nie zwracał na mnie uwagi, a ja niekiedy spoglądałam na niego. Mijaliśmy zakręty i byliśmy drudzy. W końcu znaleźliśmy się na moście, który był w pół przerwany. W pewnym momencie się kończył, a zaczynał się kilka metrów stąd. Czy on właśnie chce wpaść w przepaść?
- Dylan. Stój! - Rzuciłam szybko i chciałam złapać za kierownicę, a w tym momencie Dylan odepchnął mnie z dużo siłą.
- Sama się na to pisałaś! - Rzucił ostro.
W moich oczach napłynęły łzy. Miałam ochotę jak najszybciej wyjść z tego samochodu, ale niestety nie mogłam. Znaleźliśmy się w końcu nad przepaścią, a ja zamknęłam oczy. Na moich policzkach spływały gorzkie łzy. Po chwili poczułam jak hamuje samochód i momentalnie otworzyłam oczy. Dylan wygrał!
- Dzięki kochana! Byłaś moją motywacją. - Rzucił chcąc pocałować mnie w policzek, a ja przywaliłam mu z pięści w twarz. Chłopak spojrzał na mnie, a ja wybiegłam z samochodu.
Ruszyłam w stronę mojego kuzyna. Spojrzał się na mnie i wiedział, że chce wracać już do domu. Przez całą drogę nie odzywaliśmy się. Kiedy byłam już w domu zamknęłam bardzo głośno za sobą drzwi. Kai wszedł do pokoju, a ja schowałam twarz w poduszkę.
- Idź sobie!
Usłyszałam zamykające się drzwi i usiadłam na łóżku przeczesując włosy szczotką. Na mojej twarzy był sam tusz. Ruszyłam w stronę łazienki i wzięłam ciepły prysznic. Po chwili byłam już w pokoju ubrana w koszulkę i spodenki. Zerknęłam na telefon i zobaczyłam Sms
Lydia: ''Gdzie byłaś? Martwię się. Odpisz! ''
Do Lydii: '' Jestem w domu. Spotkajmy się jutro. Przepraszam idę spać.''
Rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.
*Dylan
Siedziałem już w swoim pokoju. Myślałem o moim zachowaniu. Zraniłem najlepszą dziewczynę na świecie, a jednak nie czuje się z tym źle. Może dlatego, że ona traktuje mnie niekiedy jak zero? Nie wiem. Raz jestem potulny jak kotek, a raz strasznym dupkiem. Może i Elena ma rację. Jestem dupkiem który nigdy się nie zmieni.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz